niedziela, 14 stycznia 2018

Z Horacym o starym okręcie





Wikipedia Replika XVII-wiecznego holenderskiego galeonu "Batavia"


Parafraza  Ody 14 księga  I (za Ludwikiem Hieronimem Morstinem)
O navis, referent In mare te novi


Nie pozwól fali, by cię sama niosła
Na groźne morze, po wodnym odmęcie.
Lepiej tu w porcie, odłożywszy wiosła,
Zostań okręcie!

Już nie masz żagli i twój maszt się chwieje,
Od losu żadna nie czeka cię premia,
Żaden już żeglarz nie wejdzie na reje,
By krzyknąć, ziemia.                  

I kiedy fale nadejdą wzburzone,
Tylko do Boga pacierze ci wznosić.
Choć byłeś pięknym, twe życie spełnione
O spokój prosi.

Bo gdy żeglarze ufać ci przestali,
Nie uspokoisz burz minioną sławą.
Dziś bać się musisz każdej większej fali,
Boś jej zabawą.

To, czegom dawniej nie dostrzegał wcale,
Dziś  widzę jasno. I daję ci rady.
Nie płyń okręcie tam gdzie wyją fale
I lśnią Cyklady

I tak nie zmierzysz , jak głębokie morze
I jak wysokie niebo ponad nami.
Nie zrobisz tego, czego nikt nie może.
Więc stój w przystani.

Żółta róża





drzewa w żółcie w czerwienie stroją się na starość
fałszując piękno wiosny która już nie wróci
w złudzie trwając przez chwilę że czas się odwróci
nim zima dni ostatnie spowije w swą szarość

w sadzie wśród melancholii uwiędłych badyli
między przygniłe deszczem zielniki pachnące
wykwitła żółta róża księżniczka po łące
korowód wiedzie świata który w nic się chyli

wiją się barwy wokół na wiatr nanizane
jak chorągwie w orszaku tej infantki słońca
której nie da korony czas zimą strwożony

ale w pamięć dziewczęcą ją wpiszą zebrane
w kartki zeszytu płatki marzenia różane
jak ucieczka  od czasu który nie ma końca

poniedziałek, 8 stycznia 2018

Antymateria




słowa z nich świat buduję każdego uczucia  metrum
kreślę i  rzecz nazywam  nietrwałą aby w nas trwała
chociaż  złudą  jest tylko  pośrodku wiecznego spektrum
głosów nieokreślonych kosmosów w nich wieczna chwała

z zewnątrz nasze myślenie od ciebie do ciebie słowa
mój świat we mnie budujesz ja stwarzam twój świat bez końca
z głosek  myśli szczegóły pojęcia miłości mowa 
zaprzeczenie materii nietrwałej jak promień słońca

cząstką elementarną w mym świecie jest  twoje imię
ważę  przekaz szczególny sploty fal które go niosą
poprzez   coś czego nie ma  byś była na zawsze przy mnie

po wiek wieków niezmienna  pachnąca wciąż ranną rosą
aby  słowo co było zmieniało się w nasze ciała
aby kiedyś na końcu  choć głoska po nas została

Lato - sonet dla Żony


Lato już ze swym słońcem i czasem przygody
Których w swojej młodości pragną nasze dzieci
Nie zaskoczy nas Żono Choć słońca zachody
Wciąż będziemy podziwiać mówiąc jak czas leci…

Nie zaskoczy nas ciepłem swoim noc lipcowa
I trel słowika długi w przydomowych  krzewach
Dla nas którym wzruszenie dają ciepłe słowa
Ważniejszym jest usłyszeć jak nam serce śpiewa

Skoro  przeszliśmy razem przez wiosny i zimy
I jesteśmy szczęśliwi w swej życia jesieni
Lato  jest epizodem który przejść musimy

Lecz który nic ważnego zmienić  w nas nie może
Bo ważnym jest dostrzegać grę letnich promieni
Ważniejszym słyszeć w sobie nieskończone morze


Sonet dla Córki


By widzieć za horyzont tam gdzie gwiazda spada
Wyszłaś z domu Z Chagallem  i wielkimi ćmami
Nad dachy które Księżyc mają za sąsiada
Uleciałaś  w sukience haftowanej snami

Trzymająca za rękę marzenie  spełnione
Bojąca się ciemności i śmierci  przerażeń
Ożywiasz drugą dłonią  kolory uśpione
Do życia je wprowadzasz jak do domu marzeń

By wędrowcom służyły tak jak ty błądzącym
Po życiu i odcieniach jeszcze nieodkrytych
Swoim ptakom dodajesz ludzkie serca drżące
Swoich ludzi malujesz  miłością niesytych

Ty na zawsze spóźniona do nieważnych rzeczy
Opowiadasz  swym pędzlem zwykły los człowieczy


Sonet dla Syna





Od początku był moją projekcją przyszłości,
W której nie ma porażek ani moich błędów,
W której po drogach prostych miał iść i bezpiecznych
I cel mu wyznaczony bez trudu osiągnąć.

Jak bardzo się myliłem. Nie ma takiej drogi,
Którą mógłby dla syna ojciec wybudować
I którą syn bez wstydu mógłby iść przez życie,
Własnym je nazywając, do własnego celu.

Dlatego dziś się cieszę, że własną buduje
Drogę, mnie nie pytając, choć pewnie pamięta
Te rady, które może w drodze wykorzystać.

Dlatego mam nadzieję, że jednak tych błędów,
Które ja popełniłem, on może uniknąć,
Bo kamienie na drodze znał będzie dokładniej.


Ojciec




Mój ojciec bardzo lubił drewno
dotykał w drewnie tajemnicy
wyssanej z ziemi  w której leżą
rycerze święci i grzesznicy
Widział ich uwięzionych w drewnie
dłońmi próbował wyprowadzić
posadzić w cieple przy kominie
rozmowę  zacząć nieskończoną

Prosty nie wiedział że żywiołem
piątym jest drewno dla Chińczyka
nigdy go przecież nie zapytał
był wielkim  murem rozdzielony
Nie znał też chemii żeby wiedzieć
że z węgla  tlenu i wodoru
słoje zbudował ktoś dla niego
by dłutem wywiódł z nich marzenie

Wbrew całej wiedzy w  drewnie rzeźbił
czuł opuszkami jasne dusze
sadzał  je w lipy białe ciała
nocami wiedli swe rozmowy
I dnia pewnego gdy zostawił
za sobą świadków swej pamięci
z krzyżem lipowym odszedł cicho
tam gdzie lipowi poszli święci


Psalm Pięćdziesiąty Piąty. Boże wysłuchaj modlitw, próśb mych nie odrzucaj

Biblia Tysiąclecia: Skarga na wrogów Jan Kochanowski: Obrońca uciśnionych, Boże litościwy Księga Psalmów Dzisiejszych:  Boże wysłuchaj m...