wtorek, 18 września 2018

Wiosna – na śmierć Prezydenta


Wiosna nadeszła i zostanie
nadzieją lata wzrośnie w zieleń
pamięć ulotna w niej skiełkuje
na glebie kłamstew i spopieleń
i nie odejdzie nikt na zawsze
z tłumem co płacze albo klaszcze
i coś tam po swojemu czuje
modląc się daj nam dobry Panie

I zapomina pierwsze zdanie
nim drugie powie ale przecież
jam także częścią tego świata
więc głupie serce które gnieciesz
w piersi wybuchnij samoistnie
i bez kontroli świeżym liściem
i niech zagłuszy serc kantata
naszego życia zafajdanie

Listopad


Święty Walenty patronie wariatów powinieneś
wziąć w swoją opiekę listopadowych Polaków
niech nie roją snów niespełnialnych
o Prawie Nikomu Niepotrzebnej

wystarczy jak zapalą znicz biały
ogień w czerwonym szkle
na grobie swoich złudzeń
albo w wydrążonej dyni
będzie narodowo
wszystkoświętnie
nowocześnie

w białoczerwonych budynkach
odczynią uroki odziedziczone po przodkach
zmówią wieczne odpoczywanie nad
Hanką Mostowiak
łzę uronią telewizyjną

święty Nepomucenie patronie topielców i powodzian
twoje kruszejące podobizny nad brzegami rzek
czas unicestwia listopadowy
wiesz od dawna 
liście to nie liściki od Pana Boga
nie strzeżesz już skrzyżowań ani mostów nie upilnujesz
powinieneś zostać patronem podsłuchiwanych
nie wiedzą kiedy są słyszalni
nie wiedzą co czynią
nowoczesność

czy mylą się nam wiatry od morza
z drangnachosten
Hekate z Hakatą
pewnie tak


poniedziałek, 17 września 2018

Święto (z Pierwszą Brygadą w tle)



Wygasa już żołnierski zapał,
Co naszym ojcom siłę dał,
By się przeciwko wrogom bratać,
By dom rodzinny wolny stał.

Przy ogniu już się nie ogrzeję,
Węgle już tylko żarzą się,
Lecz ciągle jeszcze mam nadzieję,
Że  płomień w niebo wzbije się.

Że znowu będzie można dzieciom
O bohaterach  śpiewać w noc
I nikt nie zadrwi z nich w gazecie,
Chwaląc rozsądku zbawczą moc.

Wierzę że stos, o którym pieśni,
Buchnie  płomieniem, z serca  żar
I że my, ludzie tak współcześni,
Przyjmiemy przodków wielki dar.

Pozostawili nam po sobie
Wiarę i męstwo, i swój los,
Byśmy jak oni, w próby dobie,
Rzucili go na dziejów stos.

My, ludzie współcześni,
Nie skorzy do pieśni,
Musimy w dłonie wziąć
Nasz życia los,
Nasz przyszły los.

Wyhodowałem ojczyznę




Ojczyznę moich dzieci wyhodowałem
w przydomowym ogródku na grządce z rabarbarem
była maleńka niby embrion córeczki
ukrywała się pod rozłożystym liściem
przed słońcem i zagubionym zajączkiem
który nie wiedział co to strach
ale znał smak sałaty

swój zapach dokładała do rabarbarowych placków
w kompotach smakowała uśmiechem babci Ani
zszywała baldachimy nad mrówkami i kopcem kreta
i była trochę cierpka w dyskusjach

jak podrosła przenieśliśmy ją do dziecięcego pokoju
zamieszkała w doniczce z paprotką
stała się uroczysta i odświętna
nosiła krawat aloesu i brzęczącą muszkę
wymawiała pierwsze słowa moich dzieci
na pokojowych akademiach

potem odleciała na dłużej w białej sukience
myśleliśmy że ojczyzny też ciągną do ciepłych krajów
niespodzianie wróciła z drugą połową życia
rozdawała podarunki uśmiechów starsza pani

zapuściła korzenie mówiła że na zawsze
ale czy można wierzyć fruwającemu drzewu
w którego cieniu leżą moi dziadkowie
ja czytam książkę a dzieci założyły
obrączki nieśmiertelności

Psalm Pięćdziesiąty Piąty. Boże wysłuchaj modlitw, próśb mych nie odrzucaj

Biblia Tysiąclecia: Skarga na wrogów Jan Kochanowski: Obrońca uciśnionych, Boże litościwy Księga Psalmów Dzisiejszych:  Boże wysłuchaj m...