poniedziałek, 18 listopada 2019

Lęk


Beksiński - Lęk przed nicością
masz myśli lotne
jak dzikie gęsi otwierające kluczem wiosnę
wyobraźnią stwarzasz świat
w sobie
jest bezpieczny
jak rodzinny dom
przytulny

wszystko co groźne jest poza
nieprzeniknione jeszcze
zasłonięte

odsuwasz moment
olśnienia
przejrzenia tego co zakryte
może być piękne
może boleć
bo czujesz
że nie będzie już nic piękniejszego
nad miłość starego domu
czułość pochylonych nad nim
rozłożystych drzew

kiedyś jednak zdejmiesz opaskę lęku
z oczu niezwyczajnych światła
odlecisz
z dzikimi gęsiami
w świat

Fado


Tęsknimy za spokojnym morzem
za łagodnością ubraną w przemijające
zachody Słońca

wzrok nie dosięga nieznanego
za horyzontem poznania

jest granica tęsknoty
do której zmierzamy
za którą ukrywa się
Światło

zachodzi Słońce
śpiew głęboki jak ocean
wyrywany wraz z sercem
tam „gdzie ląd się kończy a morze zaczyna”
Cabo de Roca
złowione na warkocz
splot słoneczny

widzę
i
słyszę

czwartek, 7 listopada 2019

Poeta Berkowicz




(parafraza)

Żył raz poeta Berkowicz,
Co wiersze pisał jak z nut.
Z paru słów umiał zrobić
Poemat, no, istny cud.

W dzień każdy poezję pieścił,
Myśl swą pod strofy jej kładł,
By mogła na skrzydłach pieśni
Odlecieć w szeroki świat.

Więc cóż, poeto Berkowicz?
Gdzieżeś ty dzisiaj, o gdzie?
Powiem do ciebie: Sercowicz,
Byś przyszedł do mnie we śnie.

Niech twoja strofa sercowa
Trwa we mnie wciąż pięknym snem
I niechaj rodzi na nowo
To piękno z każdym mym dniem.

Ja z twą poezją mi bliską
Pójdę już choćby po zgon,
By w kurzu bibliotek błysnąć
Diamentem, by zagrzmieć jak dzwon.

Sześć lat już panie Berkowicz
Nie ma cię, każdy to wie,
Lecz w swoich wierszach zostałeś.
Takie jest życie, nie? 

wtorek, 29 października 2019

Micrologos


słowa będące pauzą
chwilą odpoczynku nieskończonego
zdaniem w zdaniu
nawiasem wyodrębnienia
wyjaśniania

dwugłosowe  uporządkowanie
punctus contra punctum
jest jak śpiew nieskończony przestrzeni
nota contra notam

dwa ogniki
gwiazdy w galaktykach wyobrażonych
światach których nie było poza
wchłaniają w siebie materię marzeń
budują czułość niedopowiedzianą
w nich dłonie są wyrazami
wypełnionymi czekaniem
radością dotknięcia
budowania
więzi

najmniejsze ze słów
budowli
trwają i rosną
z nimi wiosna i radość
delikatność


poniedziałek, 28 października 2019

Wysłaniec



urodziła mnie pustynia
ktoś mnie wybrał z niej spośród ziaren kosmosu
wyposażył na drogę
w umiejętność rozróżniania dobra i zła
ktoś dał mi głos donośny i odwagę serca
nogi mocne w marszu i dłonie zręczne

jestem werblistą idącym przodem
dmącym w barani szofar
niosącym sztandar
radosną nowinę

pustynia to samotność
zmaganie z myślami i tańczącym śmierć wiatrem
hartowanie każdej komórki ciała
w pancerz chroniący duszę

krzyczę
na trwogę
na ludzi idących z tyłu
na wrogów twarzą w twarz

nie drży powieka

jest w górze
nadejdzie czy chcesz czy nie jak ulewa
wybrał mnie bym zapowiadał i ostrzegał
jestem jedynie
palcem wskazującym
głosem wstrząsającego drzewem
które obumiera
szarpiącym dzwon o pękniętym sercu

prostuję myśli
ścieżki wiodące do drogi
którą nadejdzie

wymazuję nieprawdy utrwalone jak kamienie
na nich krew Szczepana
wykuwam naskalne obrazy
prawdy rozumiane na nowo

Psalm Pięćdziesiąty Piąty. Boże wysłuchaj modlitw, próśb mych nie odrzucaj

Biblia Tysiąclecia: Skarga na wrogów Jan Kochanowski: Obrońca uciśnionych, Boże litościwy Księga Psalmów Dzisiejszych:  Boże wysłuchaj m...